Enduro Onsight Srebrna vs. Kouty Enduro

Dawno już nie pisałem tu nic, bo zrobiło się ciepło i nie chce się siadać do komputera. Dwa tygodnie temu wybrałem się na południe aby zaliczyć w jeden weekend zawody onsight na Srebrnej i Kouty Enduro, bo to już rzut kamieniem. Plan ambitny, zwłaszcza że przed Srebrną, która miała być w sobotę, pojechaliśmy objechać trasy w Koutach.

Sobota - Enduro MTB Series Srebrna Góra
Wyścig w Srebrnej trochę mnie zaskoczył trudnością tras. Chyba chłopaki chcieli pokazać, że Srebrna to nie tylko lajtowe traski i zaserwowali endurowej gawiedzi trochę hardkoru:) Trawersy, strome ścianki, ciasne zakręty - było trochę rzeczy które potrafiły zaskoczyć. Nie powiem, niektóre os'y przypadły mi do gustu ( nie pamiętam już dobrze, ale chyba #2), ale było też kilka momentów kiedy przeklinałem pod nosem tych co wytyczali trasę. Przejazd pod mostkiem po rzece pod koniec os#2 mogli sobie darować lub zostawić na os#5, a tak resztę wyścigu jechało się w przemoczonych butach. Długi podjazd na jednym z odcinków też chętnie bym wyciął. Poza tym w paru miejscach brakowało właściwego oznakowania i można było pomylić trasę, co też uczyniłem przynajmniej dwukrotnie. Ale cóż, każdy miał takie same warunki, wiec nie ma co płakać.
Tak czy inaczej była to chyba najlepiej zorganizowana impreza enduro w PL na jakiej byłem i trzeba pochwalić organizatorów. Miejscówka też fajna, można kempować, jest toitoi, bar z piwem i fastfoodem, myjka... Wiec generalnie spoko.

Niedziela - Enduro Race Kouty
Kouty to jednak inny lewel - zapachniało EWS'em! Trochę inne podejście zawodników. Właśnie! Coś co uderza od razu to, że w Czechach ludzie przyjeżdżają się ścigać, a nie wycieczkować. Poziom jest dużo wyższy niż u nas, zarówno jeśli chodzi o czołówkę jak i poziom przeciętnego rajdera.

Trasy praktycznie w całości otaśmowane, czytelne na tyle, że można było jechać onsight. Mimo, że zawody były w bikeparku i szły głownie po trasach istniejących, to było sporo odbitek w las. Trudność techniczna 3 w skali 1-5, trasy raczej flowowe.

Można było się zapisać do kategorii Hobby i jechać 4 os'y lub Pro i jechać 5 os'ów. Wszyscy z naszej ekipy czyli Ja, Maku, Tomek i Małaś jesteśmy Pro wiec w takiej kategorii startowaliśmy 🙂

Dwa razy można było wyjechać wyciągiem a trzy razy podjechać o własnych siłach - ta opcja bardzo nam się podobała. Góra w Koutach nie jest mała (chyba 600 metrów przewyższenia) i chyba nie byłoby opcji, żeby podjechać tam 5 razy.
Dobry bufet, do którego można było zajechać po każdym os'ie, a w bufecie ciasto, kanapki, żele energetyczne, jakieś ampułki i tablety z Nutrenda, RedBull, isotoniki itp. Przed startem serwowano kawkę i w ogóle człowiek czuł się dopieszczony.
Z minusów można by narzekać na system pomiaru czasu - trzeba było podjechać do gościa z czytnikiem, który skanował chipa przpypiętego na kierownicy, ale to jedyna rzecz do której można się przyczepić.

Czesi, jak zwykle zresztą, pokazali że są daleko przed nami zarówno organizacyjnie jak i sportowo. Trzeba tam do nich częściej jeździć i uczyć się!

 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz