Madera – Poncha, Bolo do Caco i rower.

Właśnie siedzę w samolocie wracając z Madery myśląc, że trzeba zrobić dłuższą pauzę od wyjazdów na tą piękną wyspę. Od kilku lat Madera jest lansowana jako wręcz idealne miejsce do jazdy. Zapierające dech w piersiach widoki, potężne góry wystające ponad chmury, a pośród nich kilometry singli wijących się od łysych szczytów aż po dżunglę z bananowcami. Przynajmniej takie sceny widzimy na filmikach z Rat Boy'em czy Brendogiem, czy na promo Trek’a.

Zdjęcia z Madery robią wrażenie. Aż chciałoby się wskoczyć na rower i pognać w dół. Szkoda tylko, że w tym miejscu nie ma żadnego szlaku i za 3 metry rider musi stanąć, żeby nie spaść w przepaść 🙂

Ale czy Madera naprawdę jest taka dobra? Otóż rzeczywistość okazuje się trochę inna niż to oglądamy na profesjonalnych editach. Trasy, owszem są, ale bardzo zaniedbane - koleiny czasem sięgają po ośki kół. Elementy które widać na filmikach to często wykopane na potrzeby filmu fragmenty po których nie da się jeździć - prowadzą donikąd i/lub są zarośnięte bo nikt tam nie jeździ na co dzień. Na pewno w utrzymaniu tras w dobrym stanie nie pomaga natura. Sporo tu pada więc roślinność jest bujna i trasy szybko zarastają. Podłoże jest gliniaste więc jest ślisko. To sprawia, że ludzie dużo hamują. Powstałe w ten sposób koleiny wypłukuje woda i tworzą się nieprzyjemne lub czasem nie nadające się do jazdy odcinki.

Boca do Risco - jeden z odcinków EWS, potrafi pobudzić wyobraźnię i jest idealnym miejscem na sesję foto

Wydawać by się mogło, że EWS, który odbył się tu na wiosnę tchnie w lokalne szlaki nową jakość. Niestety, trasy po których przebiegał EWS to nic szczególnego. Znajdzie się kilka fajnych fragmentów, ale to za mało. Moim zdaniem trasy w Bielsku dają więcej frajdy niż trasy na Maderze.

Oczywiście taki wyjazd to nie tylko jazda na rowerze. Piękne widoki, dobre towarzystwo, wyśmienite jedzenie, pogoda - to wszystko trochę rekompensuje jakość tras. Ale jeśli ktoś się nastawia tylko na jazdę to może być zawiedziony. W dzisiejszych czasach przywykliśmy do tras przygotowanych pod rowery - nie wystarczy już ścieżka z korzeniami i kamieniami. Riderzy są skłonni pojechać na drugą część globusa żeby poczuć flow. A właśnie tego flow Maderze trochę brakuje!

Na szczęście dobra ekipa i widoki wynagradzają kiepskie trasy

Osobiście wydaje mi się, że jeśli ktoś nastawia się na dobrą jazdę to Finale Ligure - mimo, że niby oklepane, jest wielokrotnie lepsze. Bliżej, taniej, jedzenie jest równie dobre, a do szlaków z miasteczka można dotrzeć w kilkanaście minut.

Podsumowując, Madera to świetne miejsce na wypoczynek z elementami roweru, sesje foto lub edit rowerowy, ale pod względem jazdy nie oferuje nic szczególnego. W planie na 2018 nie ma EWS’a na Maderze, a w Finale będzie po raz czwarty czy piąty z rzędu- czyżby moje odczucia nie były odosobnione?

PS. Będąc już Polsce i biorąc pod uwagę, że jest grudzień, myślę sobie, że jednak ta Madera nie taka zła 🙂

Brak komentarzy

Dodaj komentarz